Nie ma kto pracować w Polsce
Jak podaje Dziennik czterech na pięciu pracodawców w Polsce nie może znaleźć pracowników,
nawet jeśli są gotowi przyjąć ludzi bez kwalifikacji i szkolić ich na własny koszt. Nie ma nawet
komu zbierać owoców, choć można zarobić 200 zł za jeden dzień.
Minister pracy Joanna Kluzik-Rostkowska ma zamiar to zmienić. Jej pomysł to uruchomienie systemu
informatycznego, który będzie śledził każdego zarejestrowanego bezrobotnego i dawał odpowiedź na
pytanie, czy przyjmuje on oferty zatrudnienia. Bezrobocie w Polsce to fikcja. Z Diagnozy Społecznej
2007, badania przeprowadzonego pod kierunkiem prof. Janusza Czapińskiego, wynikają podobne wnioski.
Z badań prof. Janusza Czapińskiego wynika, że rzeczywiste bezrobocie w Polsce jest mniejsze,
niż podają statystyki. Gdyby za bezrobotnych uznać osoby nie tylko zarejestrowane, ale takie,
które są gotowe do podjęcia pracy i szukają jej, okazałoby się, że bezrobotnych jest 7,6 proc.,
a nie 12,5. A więc, że w Polsce milion osób nie jest zainteresowanych pracą.
Powodów dla których Polacy nie chcą pracować jest wiele.
Jak wynika z wypowiedzi wyżej wspomnianego profesora wiele osób nieszukających pracy twierdzi,
że nie ma odpowiednich kwalifikacji. Jednak aż 18 proc. nie chce iść do pracy, bo... nie chce stracić
uprawnień do świadczeń społecznych! Ludzie ci uważają, że pracując, zachowaliby się nierozsądnie, bo
straciliby coś, co już mają, czyli swoje zasiłki. Wśród osób niezainteresowanych pracą największa grupa
to kobiety. Nie szukają pracy, bo mają ją w domu: pranie, gotowanie, opieka nad dziećmi i starszymi osobami.
Nie mają czasu na zajęcia zawodowe, jednak rejestrują się jako bezrobotne, żeby mieć ubezpieczenie zdrowotne i
prawo do świadczeń z opieki społecznej. Kolejną grupą osób która nie jest oficjalnie zainteresowana pracą
stanowią osoby, które dorabiają sobie na czarno. 61 proc. z nich to mężczyźni. Przeważnie są to osoby w wieku
największej aktywności zawodowej, ale już z doświadczeniem, czyli poszukiwani pracownicy. Następna grupa
niezainteresowanych to „bezrobotni rotacyjni”. Uprawiają płodozmian − pracują oficjalnie, a kiedy nabierają
praw do zasiłku dla bezrobotnych, rzucają pracę i idą do lepiej płatnej na czarno, biorąc równolegle pieniądze
z urzędu pracy. W momencie, kiedy prawo do zasiłku się kończy, znowu szukają etatu, nabierają praw i po jakimś
czasie wracają do szarej strefy. Biorąc pod uwagę te wszystkie grupy, bezrobocie spada do połowy oficjalnego
wskaźnika.
Jak wynika z badań przeprowadzonych przez wyżej wspomnianego w praca jest, a prawdziwi bezrobotni to osoby mało mobilne, niezmotoryzowane,
szukające zajęcia w swojej okolicy. Nie mające możliwości szukania dalej, przeniesienia się do dużego miasta.